Kiedy w ramach Operacji "Varsity", nad srebrzystym szerokim Renem
pojawiły się pierwsze brytyjskie samoloty i szybowce, natychmiast
odezwały się działa i karabiny niemieckich jednostek przeciwlotniczych.
Ich ogień narastał i stawał się coraz celniejszy z każdą minutą, co
powodowało wśród nadlatującej armady powietrznej spore straty. Podobnie
rzecz działa się już na ziemi, kiedy rozproszeni spadochroniarze i
załogi szybowców musiały przeciwstawić się silnej obronie wroga. Jednak z
każdą godziną, skuteczna obrona słabła, co w dużej mierze było zasługą
walczących alianckich oddziałów powietrznodesantowych. Był jednak
jeszcze jeden - nie mniej istotny - powód, dzięki któremu szala
zwycięstwa przechylała się na ich stronę. Otóż chęć walki Niemców, gasła
równie szybko, co przybywające na ziemię kolejne jednostki alianckie.
Dzięki temu, już po kilku godzinach walk, do niewoli jenieckiej oddało
się dobrowolnie lub wpadło podczas walk, setki niemieckich żołnierzy....
Niemieccy żołnierze tylko w pierwszych kilku godzinach wykazywali
wolę walki i działo się to głównie w strefach zrzutów i lądowań. Ich
zaciętość była wówczas bardzo duża, co przenosiło się na straty wśród
lądujących - i nierzadko bezbronnych - żołnierzy alianckich. Jednak już w
godzinach popołudniowych 25 marca 1945 roku, ich morale i chęć walki
były dalekie od oczekiwań ich dowódców. Tak było niemal w każdym
miejscu, gdzie toczono walki i dotyczyło to najróżniejszych jednostek.
Opór jaki napotkali brytyjscy spadochroniarze z 6. Dywizji
Powietrznodesantowej w Hamminkeln i jego okolicach słabł niezwykle
szybko. Już w godzinach popołudniowych niemal wszystkie powierzone im
zadania zostały wykonane lub były w fazie ich ukończenia i działo się to
przy sporadycznym już wtedy przeciwdziałaniu wroga. Schemat był niemal
wszędzie podobny. Jak tylko spadochroniarze się organizowali i
przystępowali do metodycznej walki z przeciwnikiem, jego opór słabł, lub
załamywał się całkowicie, a wszyscy obrońcy trafiali do niewoli lub
salwowali się ucieczką. Jak wspominał jeden z brytyjskich
spadochroniarzy: "Niemcy szybko się poddawali, jednak wciąż trwał ogień nękający z pozycji, które nie zostały jeszcze zlokalizowane".
Chociaż wielu żołnierzy brytyjskich nie zdołało dotrzeć na czas do
punktów zbiórki, to jednak zdołano zgromadzić ich na tyle dużo, aby
przeciwstawić się wrogowi i zacząć skutecznie wypierać go z zajmowanych
pozycji. W ten sposób żołnierze 6. Brygady Spadochronowej, 2. Batalionu
Lekkiej Piechoty Oxfordshire i Buckinghamshire i 1. Batalionu Royal
Ulster Rifles zdołali dosyć szybko wywalczyć sobie drogę do linii
kolejowej i zająć mosty na rzece Issel pomiędzy Hamminkeln i
Ringenbergiem, oraz zająć dworzec kolejowy w Hamminkeln i zablokować
północne podejścia do miasta. Podobnie - wykorzystując umiejętności
taktyczne podczas walki - poradził sobie 12. Batalion Pułku Devonshire,
który odpowiedzialny był za zajęcie i utrzymanie Hamminkeln. Ich manewr
oskrzydlający i późniejszy silny atak całością batalionu, doprowadził do
otoczenia garnizonu obronnego wroga, który zaczął się poddawać.
Najbardziej zaciekle bronili się wówczas spadochroniarze z 7. Dywizji
Spadochronowej generała porucznika Wolfganga Erdmanna, ale i oni z
czasem skapitulowali.
Poznajmy na koniec kilka relacji brytyjskich żołnierzy, którzy
walczyli w tym rejonie i mieli styczność z poddającymi się Niemcami. "W
drodze do Hamminkeln mijaliśmy baterię w Oerlikon, która wyrządziła nam
tak wiele szkód. (...). Z jednego schronu ukazała się biała chusteczka
zatknięta na czubek bagnetu, po czym wyszedł żołnierz, nie żaden
arogancki nazista, jak się spodziewałem, lecz raczej przerażony
urzędniczyna bankowy. Przeszukaliśmy jeńców, jeden z nich miał ukryty w
wewnętrznej kieszeni piękny złoty zegarek wysadzany kamieniami. Jego
twarz nie wyrażała nic, zarówno jak brałem zegarek, jak i kiedy go
zwróciłem. (...)." - wspominał później sierżant sztabowy, pilot szybowca Norman Elton.
Pluton w którym służył Charles Graves z Royal Ulster Rifles wziął tego dnia (25 marca 1945 r.) w jednym z budynków 25 jeńców. On tak opisał później ten moment: "Szczęśliwie,
nasz pluton wylądował po drugiej stronie budynku, który mieliśmy
zdobyć. Pomimo gwałtownego przyjęcia przez wroga, nasz pluton zachował
porządek, zebrał się szybko i zaatakował budynek. W tym czasie Dyball
przeniósł swój oddział do lasu, tak, że mógł widzieć okop biegnący do
budynku i mostu. Pozwoliliśmy uciekającym z budynku Niemcom zbliżyć się
na odległość 20 jardów, po czym obrzuciliśmy ich granatami. Granaty nie
wpadły do okopu, wybuchając obok. Pomimo tego, Niemcy szybko się
poddali...". Mniej więcej w tym samym czasie, w innym miejscu,
oddział mostowy z Royal Ulster Rifles wziął do niewoli około 50 jeńców i
uszkodził niemieckie działo samobieżne. Trafiony pociskiem z granatnika
PIAT pojazd, został jedynie uszkodzony, ale to wystarczyło, aby
pozostałe cztery pojazdy wycofały się w pośpiechu.
Sierżant pilot Brain Latham, przeżył zmasowany ostrzał artyleryjski,
który uszkodził jego szybowiec, oraz lądowanie i - jak sam to określił -
jatkę podczas opuszczania maszyny. Oto jego relacja z tych chwil: "Wokół
walało się mnóstwo wraków i płonących Dakot, musieliśmy jednak
rozładować się i dostać na miejsce zbiórki na farmie. Niemiecki karabin
maszynowy przygwoździł nas do ziemi. (...). Całość wyglądała na
kompletną jatkę, lecz Niemcy poddawali się, a piloci szybowcowi zostali
zatrudnieni do ich pilnowania. Dotarliśmy do farmy, bez strat wzięliśmy
do niewoli przerażoną załogę i ruszyliśmy do Hamminkeln. (...). Zdaliśmy
sobie sprawę, że od naszego lądowania minęła dopiero godzina".
Często podczas krótkich - lecz bardzo zaciekłych -
walk z niemieckimi żołnierzami obsługującymi działa przeciwlotnicze, ich
załogi szybko się poddawały. Ich pilnowanie przypadło - ze względu na
brak doświadczenia w walce - głównie pilotom szybowców, lub - nierzadko -
rannym spadochroniarzom. Wszystkich poddających się zbierano w większe
grypy i eskortowano w wyznaczone do tego celu miejsca. Były to głownie
farmy i duże budynki gospodarcze. Jedną z takich grup eskortowali
sierżanci piloci Stan Jarvis i Peter Geddes. Jarvis później opowiadał: "Obowiązkiem
pilotów było pilnowanie i przeszukiwanie jeńców pod kątem posiadania
szczególnych przedmiotów, jak broń, mapy, pieniądze, materiały
wywiadowcze, itp.. Wszystkie rzeczy osobiste byłe zwracane jeńcom. W
dużym pokoju, szerokości około 8 metrów kwadratowych, osobiście
zajmowałem się rewidowaniem jeńców. Żołnierze niemieccy stali pod ścianą
z rękoma do góry. Zacząłem przeszukiwać po kolei każdego jeńca, drugi
pilot zaś osłaniał mnie ze Stenem w ręku. Po chwili zorientowałem się,
że na stole, na którym składałem znalezione rzeczy, znalazła się
olbrzymia ilość holenderskich guldenów. Z kieszeni jeńców wyjmowałem
kolejno grube pliki banknotów o wysokich nominałach. Po przesłuchaniu
kilku jeńców, mówiących po angielsku, przyznali ze zmieszaniem, że ich
jednostka niedługo wcześniej została wycofana za Ren. Zanim wyjechali,
obrabowali miejscowy bank i ciągle mieli przy sobie pieniądze!
Rozweselony przeszukałem młodego żołnierza (...). Z kieszeni jego kurtki
wyciągnąłem garść prezerwatyw. Poprosiłem jego mówiących po angielsku
towarzyszy, że długo czasu minie, zanim będzie mógł ich użyć, bo teraz
jest jeńcem. Kiedy ci przetłumaczyli mu to na niemiecki, inni żołnierze
wroga wybuchli śmiechem".
W innym miejscu - podczas walk w pobliżu młynu - jeden z kapitanów
brytyjskich wraz z jednym podoficerem obeszli młyn osłaniający ich przed
ogniem kolejnego stanowiska przeciwlotniczego i od tyłu zaatakowali
załogę, zabijając wszystkich żołnierzy wroga. Dowódca innego działa
natychmiast wywiesił białą flagę....
Takie sytuacje sprawiły, że tylko sierżanci Jervis i Geddes mieli pod
swoją opieką około 150 jeńców. Wszyscy oni zostali odprowadzeni do
centrum zdobytego Hamminkeln. Tam niektóre z budynków, zostały
wykorzystane do ich przetrzymywania i w charakterze prowizorycznego
"Obozu Pracy Przymusowej".
Relacjonując walki z dnia marca 1945 roku, kapitan Robert Rigby tak zapamiętał te momenty: "Mój
szybowiec rozleciał się przy lądowaniu. Na szczęście byłem jedynie
poobijany, lecz poza tym bez ran. Objąłem dowództwo nad batalionem.
(...). Kilka minut później przybiegła do mnie połowa pasażerów z
szybowca kompanii C, który teraz płonął. Przekazali mi, że przeżyło
jakieś 2/3 ich plutonu, który ruszył w stronę budynku. (...). Przybyły
jeszcze dwa plutony z kompanii C i jeden z kompanii B. Wszystkie
prowadziły ze sobą jeńców. (...). Niemcy stawiali słaby opór. Kiedy
żołnierze z Royal Ulster Rifles zbliżyli się do nich na odległość około
40-50 jardów, większość żołnierzy wroga porzuciła broń i poddała się".
W tej samej potyczce brytyjskie obsługi dział przeciwpancernych zajęły
dogodne pozycje, skąd mogły pokryć pobliską drogę ogniem. Niemieckie
pojazdy posuwały się wolno, co natychmiast wykorzystali Brytyjczycy. Dwa
strzały dosięgły dwóch transporterów opancerzonych, w których zginęły
niemal całe załogi. Pozostali przy życiu żołnierze wroga, natychmiast
poddali się.
W niezwykłych okolicznościach, niemieckich żołnierzy wziął także młodszy kapral Richard Dunkley z Pułku Devonshire: "Pierwszymi Niemcami, których spotkałem, były dwie starsze, sześćdziesięcioletnie kobiety,
stojące i trzymające się za ręce. Nie jestem pewien czego chciały, ale
widziałem ich przerażenie. Łamanym niemieckim zapytałem, czy na farmie
są jacyś żołnierze. Jedna z nich wskazała na schody. (...). Wyciągnąłem
więc granat nr. 36 i wyjąłem z niego zawleczkę. (...). Oczywiście nie
miałem zamiaru używać granatu, chciałem tylko skłonić je do współpracy.
Po tym kobieta krzyknęła coś przez wejście na górę i po kilku sekundach
pojawiło się dwóch szkopów. Kiedy ujrzeli żołnierza z wojsk powietrznych
z granatem, w pozycji gotowej do rzutu, szybko zbiegli po schodach.
Wyglądali na załogę dział przeciwlotniczych, skierowanych do walki
naziemnej. Bardzo chętnie się poddali. (...). Minęło zaledwie pół
godziny, gdy spoceni i dyszący przedarliśmy się przez żywopłot przy
drodze, tuż przed kościołem, naszym miejscem zbiórki w Hamminkeln. Ku
naszemu zaskoczeniu spotkaliśmy grupę pilotów szybowcowych, zajmujących
farmę obok kościoła. Przeszukiwali właśnie około stu jeńców (...). Jeńcy
pochodzili z różnych jednostek, większość z nich była dobrze wyposażona
w mundury jednostek zmotoryzowanych. Wszyscy wydawali się pogodzeni ze
swym losem.... (...). Poszliśmy do miejsca, gdzie trzymano jeńców, teraz
już około 300. Jeden z pilotów szybowcowych kazał się im uciszyć i
poprosił o trzech ochotników do kopania okopów. Usłyszałem, jak
wspominał coś o papierosach, trochę ich zatem przekupił. Ku mojemu
zdziwieniu zgłosił się mały tłum (...). Szybko i dość radośnie wykopali
dla nas okop. Pamiętam, jak płaciliśmy im papierosami i czekoladą, po
czym, zaskakując nas całkowicie, uścisnęli nam dłonie i wrócili do
zagrody. Dziwaczna sytuacja, zważywszy na to, że jakieś 200 metrów
dalej, ich kumple planowali zabić tak wielu z nas, jak to tylko
możliwe...". - wspominał później.
Do budynków w Hamminkeln i pobliskich farm systematycznie
przyprowadzano jeńców wojennych. Do zmierzchu 25 marca, zgromadzono ich w
sektorze brytyjskim około 650. Wielu z nich poddało się podczas
popołudniowych patroli prowadzonych przez żołnierzy z Royal Ulster
Rifles.
Wśród tych jeńców, była także grupka wzięta do niewoli przez
porucznika Grodona Proctora i jego towarzyszy. Podczas krótkiej potyczki
z wrogiem, porucznik zdecydował się wystrzelić w kierunku Niemców z
dwucalowego moździerza. Pech chciał, że jako drugi pocisk, załadował on
pocisk dymny.... Po eksplozji słychać było śmiechy jego towarzyszy.
Pomimo tego, wszyscy Niemcy wyszli z rękoma podniesionymi do góry.
Była jeszcze jedna sytuacja, o której warto tutaj wspomnieć. Opisał
ją w 2006 roku na łamach The Eagle sierżant sztabowy pilot John Perfect z
53. Lekkiego Pułku Powietrznodesantowego Worcestershire Yeomanry. Oto
jej fragment: "Spokój panujący nocą (z 25 na 26 marca 1945 roku,
przyp. autora) został naruszony tylko raz. Tuż po północy, grupa około
stu Niemców podjęła próbę powrotu na własne ;inie. W trakcie wtargnęli
na teren naszej kwatery głównej. Major Russel wyszedł zobaczyć co się
dzieje i ujrzał Niemców trzymanych na celownikach Brenów przez żołnierzy
z sił obronnych pułku pilotów szybowcowych. Russel podszedł do nich i
wezwał ich oficera, który bez zwłoki złożył broń".
Udział w pilnowaniu jeńców niemieckich miał także sierżant sztabowy
pilot George Nye, który w rejon walk dostarczył część personelu 195.
Powietrznodesantowego Szpitala Polowego. Jego zadanie polegało na
zabezpieczeniu personelu szpitala przed atakiem wroga. Tak sobie z tym
poradził: "Z "pomocą" kilku jeńców, kopiących okopy, ustanowiliśmy
obszar obronny dookoła farmy. Wtedy skupiliśmy się na ich pilnowaniu.
Kiedy wreszcie wycofaliśmy się następnego dnia, zostawiliśmy po sobie
skomplikowany system okopów".
Na koniec jeszcze relacja jednego z żołnierzy 716. Kompanii
Królewskiego Korpusu Logistycznego, który był świadkiem wzięcia do
niewoli kilkunastu Niemców. Jego relację można przeczytać w kompanijnym
dzienniku wojennym: "(...). 3 żołnierzy wraz ze zdobytym pojazdem
wroga zostało wyznaczonych do przewiezienia jeńców z punktu dowodzenia
dywizji do szpitala polowego. Wracając po zakończeniu misji, natknęli
się na patrol wroga i sami zostali wzięci do niewoli. Nocą zostali
wykorzystani przez wroga jako noszowi. (...). Po zakończeniu misji
porucznik J. B. Roberts i jeden żołnierz, natknęli się na ten sam
niemiecki patrol, co poprzednich trzech żołnierzy i również zostali
wzięci do niewoli. Por. Roberts poinformował dowódcę wrogiego oddziału,
że wojna jest już skończona i dalsza walka jest bezcelowa. Oficer wroga
był gotowy złożyć broń, jeśliby uzyskał zapewnienie, że razem ze swoimi
żołnierzami nie zostanie rozstrzelany po kapitulacji. (...). Niemiec
otrzymał gwarancje, że nie zostaną rozstrzelani, jeśli złożą broń.
Następnie por. Roberts powrócił z żołnierzem wroga na pozycje niemieckie
i bez dalszych kłopotów około 60 żołnierzy wroga oddało się do
niewoli...".
Dwa pierwsze zdjęcia archiwalne przedstawiają brytyjskich żołnierzy,
wyprowadzających niemieckich jeńców z dawnej szkoły podstawowej w
centrum Hamminkeln. Budynek został otwarty w 1912 roku i aż do pierwszej
dekady XXI wieku pełnił rolę szkoły podstawowej. W trakcie Operacji
"Varsity" idealnie nadawał się zatem do przetrzymywania w nim większej
liczby niemieckich jeńców wojennych, co też Brytyjczycy chętnie
wykorzystali. Zdjęcia zostały wykonane najprawdopodobniej późnym popołudniem 25 marca 1945 roku.
Zdjęcie współczesne zostało wykonane w czerwcu 2024 roku. Od
kilkunastu lat budynek jest opuszczony, a fakt, że nie jest to zabytek,
przedłuża dyskusję, co do jego nowej roli.
Trzecie zdjęcie przedstawia niemiecką ludność cywilną pod eskortą brytyjskich spadochroniarzy w centrum miasta. Cywile zostali zebrali zaledwie 200 metrów od starej szkoły, gdzie byli przetrzymywani niemieccy żołnierze. Na zdjęciu współczesnym, wyraźnie widać drogę prowadzącą do budynku dawnej szkoły.
Bibliografia:
Ford,
Ken & Gerrard, Howard, Wielkie bitwy II wojny światowej.
Sforsowanie Renu 1945. Operacje "Plunder" i "Varsity", Poznań 2011
McKee, Alexander, Wyścig do Renu. 1940-1944-1945, Warszawa 2001
Whiting, Charles, Ostatnia bitwa na froncie zachodnim, Warszawa 2010
.jpeg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz