Kiedy wieczorem 23 marca 1945 roku brytyjskie wojska przystępowały do przeprawy przez Ren, ich koledzy z 6. Dywizji Powietrznodesantowej musieli czekać jeszcze niemal dziesięć godzin, aby znaleźć się na terytorium III Rzeszy. Dopiero następnego dnia o 07:10 w powietrze zaczęły wzbijać się pierwsze samoloty z 38. i 46. Grupy Transportowej, które miały zrzucić ich na zachodnim brzegu Renu. Potężne maszyny holujące setki wyładowanych ludźmi i sprzętem szybowców, zaczęło formować szyki i kierować się w stronę Zagłębia Ruhry. Nieco ponad 3 godziny później, flota powietrzna nadlatywała nad strefy zrzutów spadochroniarzy i lądowania szybowców. W powietrzu znajdowało się tysiące żołnierzy, setki jeepów i lekkich
pojazdów gąsienicowych, działa, moździerze oraz zapasy amunicji. Zadaniem armady powietrznej było opanowanie najważniejszych węzłów drogowych i kolejowych, mostów na rzece Issel, oraz zdobycie m. innymi miasta Hamminkeln, oraz zabezpieczenie pobliskich terenów leśnych. Rozpoczynała się Operacja "Varsity"....
Głównym celem 6. Brygady Powietrznodesantowej - wchodzącej w skład 6. Dywizji Powietrznodesantowej dowodzonej przez gen. mjr. Erica Bolsa - i towarzyszącym im pilotom, było zaatakowanie i zdobycie miasta Hamminkel. Strefę zrzutu dla tej brygady wytyczono w pobliżu stacji kolejowej tego niewielkiego miasteczka. Teoretycznie zadanie wydawało się nieskomplikowane, jednak jeszcze w powietrzu okazało się, że jego wykonanie nie będzie takie łatwe i przyniesie duże straty w ludziach i sprzęcie.
Już sam fakt, że forsowanie Renu i desant z powietrza dzieliło prawie dziesięć godzin, spowodował, że Niemcy mogli początkowo skupić się na oddziałach przeprawiających się przez rzekę, a następnie na flocie powietrznej. Nie bez znaczenia był także fakt, że spadochroniarze i wypełnione żołnierzami i sprzętem wielkie i ciężkie szybowce miały lądować w dzień na teren wroga, którego broniło bardzo wiele jednostek przeciwlotniczych. Na "efekty" tych decyzji nie trzeba było długo czekać....
Lecący w pierwszej fali korespondent wojenny BBC Richard Dimbley, widział z wieżyczki samolotu holującego szybowiec, to co działo się wokół niego: "Przed nami kolejny słup czarnego dymu wskazywał miejsce, gdzie spadł samolot. I jeszcze jeden.... (...). Szybowiec, którego holowaliśmy, został zwolniony. Puściliśmy go. Teraz zlatuje za nami. Gwałtownie skręciliśmy, wykonując ciasny pół okręg, żeby wyjść na kurs, który pozwoli nam wydostać się z tego piekła. (...)".
W jednym z takich szybowców leciał inny korespondent wojenny BBC Stanley Maxted, który tak to zapamiętał: "Spokój przerwał wielki Hamilcar (szybowiec, przyp. autora), lecący z dźwiękiem wiatru wyjącego w jego skrzydłach. Następnie, zaledwie kilka stóp nad ziemią, rozpętało się pandemonium - paskudny trzask karabinów maszynowych, wymieszany z wolniejszym, głębszym dźwiękiem pocisków zapalających 20 mm, słyszanym zaledwie ułamek sekundy przed tym, jak wyciskały swoje piętno na kadłubie szybowca. (...). Nastąpił wybuch. (...). Upadłem na kolana. Coś gorącego i mdłego spływało mi po moim prawym oku, policzku i po całym ubraniu. Poczułem gwałtowne szarpnięcie i wielkie pęknięcie, jakby dym, pył i światło dzienne przedostało się znikąd do środka. Ujrzałem Bren Carriera (lekki, gąsienicowy transporter opancerzony, przyp. autora) toczącego się w stronę nosa szybowca, przed sobą pchającego cały znajdujący się tam ładunek. Zmiótł jak muchy stojących mu na drodze dwóch łącznościowców. Nawet wtedy kule nie przestały przeszywać wraku. (...). Gdy uderzyliśmy o ziemię, przyczepa, przymocowana łańcuchami do pokładu tuż za mną, ruszyła do przodu, na jakieś 6 cali, przygniatając mnie do ściany. Dzięki Bogu łańcuch wytrzymał....".
A tak swoje lądowanie opisuje sierżant, pilot szybowca Stan Jarvis, który po wylądowaniu - wraz z pozostałymi na pokładzie żołnierzami - miał zająć stację kolejową w Hamminkeln: "Kiedy dotarliśmy do Renu, odczuliśmy siłę ognia przeciwlotniczego. Kilka wracających samolotów holowniczych przeleciało obok nas. Niektóre z nich płonęły, niektóre miały dziury po kulach - niezbyt zachęcający widok dla tych, którzy musieli tam zostać. (...). Kiedy już osiągnęliśmy punkt zwolnienia, ostrzał przeciwlotniczy stał się gęstszy i szybszy, a kilka szybowców spadło w płomieniach na ziemię. Inne rozpadły się w powietrzu, co było dosyć przerażającym widowiskiem. (...). Zaczęliśmy powoli opadać (po zwolnieniu holu, przyp. autora). W tym momencie w ogóle nie widzieliśmy ziemi. (...). W tym czasie mój drugi pilot desperacko próbował dostrzec przez dym jakiś punkt, dzięki któremu moglibyśmy zlokalizować naszą pozycję. Pierwszym punktem orientacyjnym, jaki dostrzegliśmy, była autostrada na wschód od Hamminkeln. W tym momencie po prawej burcie nastąpiła straszliwa eksplozja, która urwała około 4 stóp końcówki skrzydła razem z większą częścią lotki. Dzięki pomocy drugiego pilota udało mi się odzyskać kontrolę nad szybowcem, po czym opuściłem klapy i wszedłem w stromy lot nurkujący. Widoczność wreszcie stała się lepsza i dostrzegłem linię kolejową i nasz cel - stację Hamminkeln - lecz równocześnie ogień nieprzyjaciela stał się celniejszy. (...). Przelecieliśmy ponad trzema polami, uderzyliśmy w ogrodzenie, którego nie byliśmy świadomi, przelecieliśmy jeszcze trochę, ścigani pociskami smugowymi i pociskami zapalającymi, aż wreszcie osadziłem szybowiec. Na szczęście nie odnieśliśmy większych uszkodzeń, prześlizgując się na boku, blisko nasypu kolejowego, gdy już odstrzelono nam ogon. W cudowny sposób żaden z żołnierzy na pokładzie nie został ranny, co sprawiło mi naprawdę wielką ulgę. Żołnierze szybko opuścili szybowiec i ukryli się w rowie, starając się rozeznać w sytuacji przed atakiem na stację. Ogień nieprzyjaciela był bardzo intensywny i kule spadały ze wszystkich stron. Szybowce lądowały szybko - niektóre rozbijały się, inne płonęły. Kiedy leżałem w rowie, jeden z żołnierzy powietrznodesantowych obrócił się do mnie i powiedział: "Kiedy wylecieliśmy z Birch, prosiliśmy cię - aby uniknąć konieczności biegania przez otwarty teren - ale jakbyś wylądował nieco bliżej, znaleźlibyśmy się w kasie biletowej!"....".
Walki w okolicy dworca kolejowego w Hamminkeln nie były łatwe. Po pierwsze dlatego, ze wróg od tygodni przygotowywał się do ewentualnego starcia w tym rejonie, a jego pozycje były dobrze okopane, a po drugie dlatego, że brytyjscy spadochroniarze nie mieli odpowiedniej broni ciężkiej, aby przeciwstawić się skutecznie licznym niemieckim czołgom i pojazdom opancerzonym. Jakby tego było mało, straty poniesione wśród załóg szybowcowych przeznaczonych do zdobycia dworca były duże, co znaczącą ograniczało siłę ognia. Mimo wszystko, dworzec kolejowy został dosyć szybko zdobyty, a brytyjskie jednostki przystąpiły do oczyszczania miasta. Tak sytuację podczas walk o dworzec wspominał później kapitan Henry Sweeney: "Wokół dworca panował chaos. Były tam szybowce w każdym możliwym stanie i każdej pozycji. Część z nich wbiła się w budynki, zapaliła i spłonęła, część wysypała swój ładunek nad obszarem, na którym miały lądować. Wiele z nich eksplodowało w powietrzu. Tuż obok dworca znajdował się punkt opatrunkowy. Mieliśmy tak dużo rannych, że spora ich część leżała na noszach poza budynkiem".
Wokół dworca panował potworny chaos, w którym poszczególne grupy szturmowe toczyły kilka pojedynków z Niemcami. Dopiero przybywające systematycznie kolejne grupy brytyjskich żołnierzy, zaczęły dawać przewagę w walce, doprowadzając ostatecznie do wykonania powierzonych im zadań. Jedną z takich grup, które można powiedzieć "przybyły w samą porę" była grupa saperów z 591. Dywizjonu Spadochronowego. Obrona niemiecka zaczęła się nareszcie załamywać. Do niewoli brytyjskiej trafiało coraz więcej obrońców, których pilnowali głównie piloci szybowców. Niedługo potem jeńcy zostali odprowadzeni pod eskortą do centrum Hamminkeln, które zostało ostatecznie oczyszczone z wroga przez ludzi z 12. Batalionu Pułku Devonshire.
Intensywne walki żołnierzy tego batalionu, miały miejsce w strefie jego zrzutu, tzn. na południe i południowy-zachód od Hamminkeln. Co ciekawe, w tym samym rejonie wylądowali także żołnierze z 513. Pułku Piechoty Spadochronowej, wchodzącego w skład amerykańskiej 17. Dywizji Powietrznodesantowej. To oni po zaciekłej walce, zlikwidowali większą część obrony wroga w tym rejonie i nie dopuścili do przeniknięcia sił wroga do miasta. Wkrótce niewielkie oddziały wroga w pośpiechu opuściły Hamminkeln, którego centrum stało się miejscem zbiórek większości walczących tutaj oddziałów....
Zdjęcie archiwalne przedstawia brytyjskich spadochroniarzy z 6. Dywizji Powietrznodesantowej, jadących na pojeździe Uniwersal (Bren) Carrier z centrum Hamminkeln w kierunku zachodnim ulicą Bislicher Straße. Zdjęcie wykonano 25 marca 1945 roku.
Zdjęcie współczesne pochodzi ze zbiorów autora, zostało wykonane w maju 2024 r.
Bibliografia:
Ford, Ken & Gerrard, Howard, Wielkie bitwy II wojny światowej. Sforsowanie Renu 1945. Operacje "Plunder" i "Varsity", Poznań 2011
McKee, Alexander, Wyścig do Renu. 1940-1944-1945, Warszawa 2001
Whiting, Charles, Ostatnia bitwa na froncie zachodnim, Warszawa 2010
Wright, L. Stephen, Operacja Varsity. Ostatni desant spadochronowy II wojny światowej, Warszawa 2010

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz